O autorze
Urodziłem się w Nigerii, gdzie spędziłem pierwsze siedemnaście lat swojego życia. Mój ojciec był Nigeryjczykiem a moja matka pochodziła z Polski. Przyjechałem do Polski w 1995 r. i ukończyłem prawo na Uniwersytecie Warszawskim oraz studia podyplomowe w Akademii im. Leona Koźmińskiego. Obecnie jestem redaktorem politycznym w Warsaw Business Journal oraz publicystą The Guardian. Moje artykuły zostały opublikowane także w czasopiśmie geopolitycznym Foreign Policy i w Gazecie Wyborczej. Wcześniej współpracowałem również z tygodnikiem Wprost.

Polityką zacząłem interesować się mając około 12 lat, gdy przeczytałem w The Time magazine, że ówczesny prezydent George Bush Snr. skłamał obiecując, że nie podniesie podatków w USA, które wbrew obietnicom zostały później i tak podniesione.
„Jak to, prezydent może kłamać i to jeszcze prezydent USA?”
Dla mojego 12-letniego umysłu był to prawdziwy szok. Myślałem wcześniej, że taki poważy Pan, jak prezydent USA, nie zniży się nigdy do czegoś takiego jak kłamstwo. Od tamtego momentu zacząłem pilnie obserwować i śledzić poczynania polityków starając się dociec tego, co tak naprawdę kryje się za takimi czy innymi ich działaniami.

Rozmowa z Robertem Biedroniem

Robert Biedron
Robert Biedron Wikimedia Commons
Związki partnerskie, bycie gejem w Polsce, Europa Plus, potencjał lewicy, tzw. homo-lobby, ewentualna koalicja Ruchu Palikota z PO i konserwatywni politycy chodzących w sukienkach wieczorem. O tym wszystkim rozmawiałem z posłem Ruchu Palikota.

Remi Adekoya: W jakim miejscu jest dziś Europa Plus dwa miesiące po ogłoszeniu jej powstania?



Robert Biedroń: Przede wszystkim zauważam, że są ogromne nadzieje związane z Europą Plus. Wiele osób jest zmęczonych polityką, która do tej pory serwowała nam PO i PiS i oczekuje jakiejś alternatywy. Z dużą nadzieją podchodzą do każdej nowej inicjatywy. Widzę to też na przykładzie Europy Plus.

Ludzie entuzjastycznie i z dużym zaciekawieniem obserwują nas. Tylko, że pytają “Gdzie jest program, gdzie są ludzie, gdzie są struktury?” Myślę, że jesteśmy na takim etapie, gdzie wysłaliśmy zaproszenia do ludzi i budujemy Europę Plus. Fundamentem tej inicjatywy jest Ruch Palikota, Aleksander Kwaśniewski, Marek Siwiec i mniejsze partie typu Unia Pracy, SDPL czy Partia Kobiet. Zbudujmy coś razem, stwórzmy platformę, zasiądziemy do stołu, przegadamy pewne kwestie, przygotujemy program, pokażemy, jakie pomysły mamy i będziemy z tym szli do wyborów.

Na razie nie ma jeszcze programu. Ale tak jak powiedziałem, jest to faza początkowa. Kiedy patrzę, jak wiele organizacji chcę się włączyć w to przedsięwzięcie, to widzę, że jest potencjał.

Europa Plus jest w stanie ściągać wiele środowisk na lewo od PO, a nawet być może z części PO. Jeśli ci wszyscy stworzą jakąś masę krytyczną, to nastąpi przełom na scenie politycznej.


Czyli pan będzie kandydował do Parlamentu Europejskiego z listy Europy Plus?

Nie wiadomo. Jeszcze jest zbyt wcześnie na takie deklaracje. Przychodzą nowi ludzie, ale dzisiaj kto ma ustalić listę do PE? Kwaśniewski, Palikot, Siwiec? Nie chciałbym, żeby to tylko oni decydowali o tym, chciałbym byśmy wszyscy zdecydowali.

Słyszę w mediach, że będę kandydatem ale to bez sensu, przedwczesne. Musimy stworzyć masę krytyczną i zaoferować Polakom lewicy nową jakość. Niestety przez lata lewica nie była w stanie dać Polakom tej nowej jakości.

Zauważam ze smutkiem, że SLD też tego nie jest w stanie tego zrobić. Ja bardzo kibicuje SLD, połowę życia spędziłem w tej partii. Pochodzę z lewicowej rodzinny, moje serce bije po lewej stronie. Z rozgoryczeniem patrzę, jak SLD zamienia się w oblężoną twierdzę, nie pozyskuje nowych środowisk, nie otwiera się na nowe twarze, no chyba, że to Lech Wałęsa, co jest dosyć kuriozalne.

Żałuje, że nie ma woli ze strony Leszka Millera na dialog. Ale jeśli chodzi o resztę SLD to widzę takie chęci. U mnie w okręgu wyborczym, mówią mi politycy SLD, że “my jesteśmy za słabi aby być jakąś alternatywą dla zjednoczonej prawicy w postaci PO-PiSu.” Mówią mi, że wiedzą iż musimy się jednoczyć bo inaczej będziemy zbyt słabi. Jeżeli Leszek Miller naprawdę myśli o przejęciu władzy, a przecież o to chodzi w polityce, to powinien się otworzyć na nowe środowiska.


Pan Siwiec wspomniał nawet o założeniu partii pod nazwą Polska Plus, która by brała udział w wyborach tutaj w Polsce. Czy jest taki pomysł?

Znowu jest za wcześnie na to. Nie o nazwę chodzi, ale o tym byśmy stworzyli trwały, nie jednorazowy projekt. I myślę że taki będzie. Dziś nazywamy to Europa Plus, być może w przyszłości dla wyborów samorządowych będzie Warszawa Plus a na wybory krajowe Polska Plus.

Ale potrzebujemy trwałego projektu, który zjednoczy te rozproszone środowiska. Ogromną rozrzutnością jest to, że my sobie pozwalamy na to, że takie osoby jak Aleksander Kwaśniewski, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Borowski, Władysław Frasyniuk, Barbara Labuda są nie zagospodarowane, tylko rozproszone w różnych środowiskach.

To ci ludzie powinni dziś budować alternatywę dla Polskiej prawicy, pokazać, że Polska może mieć inną twarz niż brunatna, niż ta pełna nienawiści i pogardy, Polska może być bez tych lęków i kompleksów, bez tego Smoleńska i trotylu itd.


Ile według pana Polaków wyznaje poglądy, które moglibyśmy określić lewicowymi?

Zapytajmy Polaków, czy godzą się na ograniczenie Kodeksu Pracy, powiedzą nie. Umowy śmieciowe? Są przeciwko. Co sądzą o rozdziale państwa od kościoła? Chcą tego. To nie tak, że są ślepi. Nawet polscy Katolicy często uważają, że kościół zbyt często wtrąca się w politykę. Zapytajmy o in vitro, o związki partnerskie – popierają. To jest nasz naturalny elektorat.


Ale gdy została wysunięta kandydatura Anny Grodzkiej na Wice Marszałka Sejmu, to aż 55 procent Polaków była temu przeciwna według sondaż Homo Homini. To też coś mówi, nie?

A ile było za?

31 procent...

No, właśnie a dzisiaj żadna partia lewicowa nie jest w stanie zebrać 30 procent głosów przy jakichkolwiek wyborach.

Też mi się wydaje, że naturalny elektorat lewicowy w Polsce to około 30 procent społeczeńtwa...

Ale już większość na przykład popiera związki partnerskie.

Większość popiera związki partnerskie pomiędzy heteroseksualistami natomiast jest przeciwna związkom partnerskim homoseksualnym...

Ok, ale instytucja związków partnerskich nie jest instytucją tradycyjną i konserwatywną. Trzeba być osobą otwartą światopoglądowo, by uznawać związki partnerskie nawet różnopłciowych. To jest nasz potencjał, ci ludzie mieszkają tu w Polsce i są gotowi głosować na partię, która będzie za związkami partnerskimi.

Powinniśmy to wykorzystać, zmagazynować tych ludzi. A tu mamy sytuacje gdzie ci ludzie o których mówię, nasz naturalny elektorat, dziś często głosuje na PO która ich mami po prostu. PO jest u władzy już 6 lat i nic nie zrobiła w kwestiach światopoglądowych, zero.

No, przecież premier próbował w styczniu usankcjonować związki partnerskie, czyżby nie?

I co? To stara gra PO. Puszczają radykałów z prawej strony, puszczają radykałów z lewej strony, oni się ścierają, a potem okazuje się że jest pat. I wtedy Tusk wychodzi i mówi “Sorry, próbowaliśmy i znów się nie udało. Musimy to przedyskutować w partii i znaleźć kompromis.”

A in vitro ile już czeka na kompromis? Nie ma tego projektu bo w partii rządzącej kłócą się i będą się kłócili do wyborów. To stara gra PO na dwa różne elektoraty.

Oni chcą jak najdłużej utrzymać status quo ale to jest oszustwo polityczne. PO oszukuje społeczeństwo, bo w tych sprawach nie próbuje rozwiązywać żadnych problemów raczej tylko pozoruje działania.

Czyli pan nie wyobraża sobie koalicji pana partii z PO po następnych wyborach parlamentarnych?

Za wcześnie by odpowiadać na to. Moja wyobraźnia jest bardzo duża, jestem w stanie różne rzeczy sobie wyobrazić. Jeżeli na przykład PiS byłaby partią taką jak Partia Konserwatywna Davida Camerona, to czemu nie? Choć w Polsce, politycy w partii Davida Camerona byliby uznani za lewicowych. Dla mnie te podziały plemienne nie mają znaczenia.

Ważne, jacy ludzie za tym stoją. Jeżeli w samym PO wygra koncepcja Polski otwartej, nowoczesnej, postępowej i ton będą nadawali tacy ludzie jak Dariusz Rosati czy Bartosz Arłukowicz, ludzie otwarci światopoglądowo, to jestem sobie w stanie wyobrazić koalicję mojej partii z nimi. Ale nie wyobrażam sobie koalicji z partią, gdzie ton nadaje Jarosław Gowin. Musiałbym tak jak Tusk, oszukiwać wyborców ponieważ nie jestem w stanie stworzyć kompromisowego projektu z Jarosławem Gowinem, to jest pewne.

Musimy się umówić na pewne standardy, musimy się umówić na pewną wizję Polski. Moja wizja Polski nijak się ma do wizji Polski Gowina. Donald Tusk obiecał wyborcom, że będzie budował społeczeństwo obywatelskie, Europejskie, postępowe, “Nie będę klękał przed księżmi” mówił. To dlaczego nie zlikwidował funduszu kościelnego? Dlaczego nie wprowadził in vitro na listę procedur refundowanych przez państwo? Przecież obiecał to ludziom.

Chciałbym, aby pan próbował wejść w buty przeciętnego Polaka, który nie jest nienawistny w stosunku do homoseksualistów, ale ma pewne lęki związane z nimi, szczególnie jak niektórzy mu mówią “słuchaj, jak pozwolimy by mieli związki partnerskie, to później będzie małżeństwo, przecież tak się działo na zachodzie, sami wiecie.” Potem ten sam człowiek słyszy, że geje będą adoptowali dzieci, a ta kwestia jest niezwykle emocjonująca i kontrowersyjna. Jak przekonać takiego człowieka do waszego punktu widzenia?

Bardzo często spotykam takich ludzi, o których pan mówi, bo używam transportu publicznego i mnie zaczepiają często, chcą rozmawiać. To są argumenty często podnoszone przez polityków prawicowych, którzy straszą, że geje będą wysuwali kolejne żądania. Nawet jeśli będą je wysuwali to przecież mamy parlament i demokratycznie wybrany parlament musiałby zatwierdzić jakiekolwiek daleko idące zmiany.

Tak wiec 231 posłów musiałoby głosować za małżeństwami gejów, czy możliwością adopcji dzieci przez gejów, nie da się inaczej. Czyli my jako społeczeństwo będziemy o tym decydować poprzez naszych reprezentantów w Sejmie i to jest najlepsza gwarancja dla ludzi, że nie będzie się nic działo bez zgody większości.

Społeczeństwo zdecyduje, jak daleko iść, ale jeśli chcemy się umówić na społeczeństwo otwarte w którym wszyscy są równi wobec prawa i w którym nie będziemy ludzi dyskryminować ze względu na ich orientacje seksualną, to musimy się zastanowić gdzie jest ta granica. Czy ta granica to związki partnerskie czy coś dalej. Uważam, że granicą tu w Polsce są związki partnerskie.


W dzisiejszej Polsce pan nie widzi gotowości na więcej?

Nie ma zrozumienia i przyzwolenia na więcej, bo ludzie tego nie rozumieją, nie są przygotowani. Ale jest chęć uregulowania statusu ludzi, którzy żyją razem w takich związkach, razem prowadzą gospodarstwa itd. Ja do tej debaty namawiam. Z adopcją dzieci, argumenty są o tyle chybione, że dziś w Polsce geje mogą adoptować dzieci i to robią.

Nie ma żadnego zakazu adopcji dzieci przez gejów, czy lesbijki dzisiaj. Pary gejowskie nie mogą owszem, trzeba być w małżeństwie. Ale ja jako samotny gej mogę się starać o adopcję dzieci. I żadna instytucja nie może mnie dyskryminować. Prawica manipuluje w tej kwestii. Geje nie muszą adoptować dzieci, jak chcą, mają je z innych źródeł, na przykład z wcześniejszych związków itd.

A przede wszystkim trzeba uregulować status dzieci, które już żyją wewnątrz takich związków. Znam takie pary lesbijskie, gdzie jedna kobieta jest naturalną matką dziecka. A czy ta druga kobieta nie powinna mieć jakichś praw do decydowania o życiu i zdrowiu tego dziecka?

Wyobraźmy sobie, że jest wypadek i naturalna matka umiera, dziecko przeżyje, ale trzeba podjąć decyzje czy operować, czy nie. Czy ta kobieta, jeśli wychowała to dziecko przez 5-10 lat powinna mieć prawo do takiej decyzji, czy nie? Według mnie powinna mieć. Inaczej byłoby to nieludzkie. Czy powinna mieć prawo pochować swoją partnerkę, jeśli tamta umrze? To są te dylematy, z którymi mam do czynienia.

Dużo się mówi dziś w Polsce o tzw. homo-lobby. Pani Szczepkowska mówi o lobby gejowskim w teatrach. Co zrobić, jeśli jest takie przeświadczenie, mylne czy nie, ale jest, że wolno mówić wszystko o wszystkich, ale nic o gejach. Bo jak zaczniesz, to nawet gdy jesteś taką legendą, jak Lech Wałęsa, jesteś atakowany od razu. To nastawia ludzi przeciwko wam. Jak zmienić tę percepcję?

Wyobraża sobie pan, że ktokolwiek w Polsce, także Lech Wałęsa, powiedziałby tak o Żydach, że ponieważ jest ich mało i stanowią mniejszość, to powinni siedzieć za murem?


Nie wyobrażam sobie.

Co by się działo wtedy?

Sajgon.

Jakby prezydent rosyjski powiedział tak o Polakach to też byłby wrzask straszny. Gdy mówimy o gejach, uważamy, że mamy wolność słowa, a jak ktoś zwraca uwagę, że sorry ale nie powinieneś tak mówić, to się obruszamy bo wolność słowa. Jednak do głowy by nie przyszło nam, aby powiedzieć tak o innych grupach. Powiedzenie czegoś takiego o innych grupach jest niemożliwe, bo od razu nastąpi ostracyzm społeczny. Ale o gejach można różnie mówić. Zauważyłem, że politycy nie korzystają tak chętnie z wolności słowa wobec innych grup. Ale wobec gejów korzystają.

To bardzo niebezpieczne, wciąga nas w dziwną dyskusję o lobby, o poprawności politycznej, a to jest kwestia szacunku po prostu. Na przykład John Godson i Kilion Munyama są bardzo pracowitymi i świetnymi posłami, jeśli ktokolwiek powiedziałby, że mają siedzieć za murami, to zostałby potępiony. W ogóle to nikomu do głowy nie przychodzi.

A jest mniej ciemnoskórych w Polsce niż gejów, więc jakby mieli nas rozsadzać według naszych liczb w społeczeństwie, oj to byśmy daleko, daleko za ostatnim murem w mieście siedzieli (śmiech).

Byłby skandal i nie mówiono by o czarnym lobby czy o terrorze.

Oj mówiono by panie pośle, mówiono by (śmiech)

Tak, ale nie w mainstreamie.

To prawda…

A w naszym przypadku tak się mówi i to buduje nienawiść do nas. Sprawia wrażenie, że jesteśmy uprzywilejowanymi, świętymi krowami.

Właśnie, silna grupa uprzywilejowana, która ma pieniądze, ma wypływy, tak jak się o Żydach mówiło...

Dobrze, że pan o tym wspomniał. Paralela między Żydami a gejami jest bardzo widoczna. Dziś nie ma Żydów w Polsce, nie możemy zrzucić pewnych kwestii na nich, to już nie jest tolerowane, ale dzisiaj łatwo rzucić wszystko na gejów, bo jest przyzwolenie społeczne na to. Bardzo się boje tego.

To nie jest kwestia poprawności politycznej, to kwestia szacunku do drugiego człowieka. I tego, że możemy doprowadzić do tragedii. Jeśli ktoś słyszy, że jesteśmy zakładnikiem homo-lobby, że te święte krowy nas deprawują, to ktoś pomyśli „no trzeba coś z tym zrobić i sięgnie o kamień by pozbyć się tego geja.”

Z tej racji, mam duży dystans do tej dyskusji o homo-lobby, nie chcę w to zbyt wchodzić, bo to może legitymizować to określenie. Często słyszę, że w kinie, aktorzy nie chcą grać roli geja, by nie zostać stygmatyzowani. Ludzie identyfikują cię z postacią, którą grałeś. I aktorzy często boją się grać roli geja. Tak więc, bycie gejem stygmatyzuje wciąż.

Ale pani Szczepkowska, która nie jest żadnym hejterem, mówi, że reżyserzy teatralni dziś często każą aktorowi heteroseksualnemu grać roli geja i to nago właśnie dlatego, że jest hetero bo w tym jest smak, tak to ujęła. A aktor się wstydzi, ale boi się powiedzieć, że nie chce zagrać geja bo reżyser go wyrzuci z pracy. Co Pan na to?

Pani Szczepkowska powiedziała też kiedyś o reżyserze, który kazał jej zdjąć majtki. Są reżyserzy którzy każą kobieton grać nago i te kobiety też czasami się wstydzą, ale to robią. Czy one są zakładnikami jakiegoś hetero-lobby?

To szersza dyskusja o tym jak wyglądają dziś relacje między reżyserami a aktorami w Polskim teatrze. Kobiety często grają nago i nie mówią, że są podawane jakiemuś terrorowi.

To dobra odpowiedź. Teraz chciałbym zapytać o coś, co mnie osobiście bardzo ciekawi. Są posłowie w Sejmie którzy są bardzo bojowniczy, gdy mówią o gejach przed kamerami. Ale gdy ich pan spotyka osobiście, to czy czasami nie ma pan wrażenia, że oni tylko udają, iż gejów tak nie lubią, po to by zbić jakiś kapitał polityczny na tym?

Hipokryzja i cynizm są nieodłącznymi elementami w polityce, niestety. Jest wielu polityków, którzy prowadzą taką cyniczną grę ze swoim elektoratem. Są tacy religijni i konserwatywni, a tak naprawdę przebierają się w sukienki kobiece wieczorem, używają narkotyków, rozwodzą się, zdradzają swoje żony. Ale czasami spotykam takich polityków, którzy naprawdę są nienawistni.

Są szczerzy w tej swojej nienawiści. Na szczęście stanowią mniejszość. Są też tacy jak John Godson, który jest fundamentalistą religijnym. Jest to mój kolega. Wiem, że mówi to co czuje w głębi serca, ale mówi to językiem nieprzystającym się do XXI wieku.

Myślę, że John będzie ewoluował, to bardzo mądry facet, myśli o tym, przeżywa to wszystko, widzę to. Mieliśmy razem konferencje prasową, gdy tak go atakowano z powodów związków partnerskich. Ci, którzy krytykowali go za homofobię okazali się rasistami. To było straszne.

To było straszne. Wysłałem mu SMSa wtedy mówiąc mu, że się kompletnie z nim nie zgadzam w tej kwestii, ale że uważam iż to idiotyczne. Jeśli ktoś uważa, iż czarny nie ma prawa być konserwatystą. Przecież to nonsens.

Tak, to nonsens.

Wracając, to jeżeli politycy często udają, iż nie lubią gejów, to muszą myśleć że polskie społeczeństwo jest bardzo konserwatywne, czyż nie?

Tak, wie pan, to jest w ogóle głębszy problem. Politycy trochę żyją w bańce mydlanej. Mamy tu w sejmie restauracje, siłownie, baseny, to takie małe miasteczko. Dostajemy niezłe pensje, to wszystko razem powoduje, że politycy często są odrealnieni.

Wydaje im się, że trzeba być takim czy innym, a tak naprawę nie wyczuwają nastrojów społecznych. A największym sukcesem w polityce jest wyczuwanie nastrojów społecznych. Proszę zauważyć, że PiS przegrywa kolejne wybory, czyli nie wyczuwa tych nastrojów, nie zmienia się. Tak więc, część polityków po prostu nie czuje, że Polskie społeczeństwo się zmieniło, Polacy żyją w XXI wieku a nie w XIX jak PiS, czy część PO.

A teraz przechodząc do wątków osobistych, jak to było dla pana odkryć, iż jest gejem, co pan czuł wtedy? Z jakimi myślami pan musiał się zderzać i czy miał pan jakieś przykrości z tego powodu od otoczenia?

Czułem się jak UFO gdy się zorientowałem, że jestem gejem. Wydawało mi się, że jestem sam na świecie. Wychowałem się w Bieszczadach i było tam nie do pomyślenia, że może być ktoś taki jak ja. Gdy zaczynałem odkrywać swoją seksualność w wieku nastoletnim, byłem przerażony, nie miałem żadnego pozytywnego wzorca. Wiedziałem tylko, że jest określenie ciota, pedał, wulgarne określenia, nie było wtedy słowa gej. Słyszałem też okropne kawały o pedałach.


Jak się pan czuł, gdy ich pan słuchał?

Strasznie.

Gorszy?

Najgorszy. Po prostu myślałem o tym, że muszę wszystko zrobić by to ukryć, by nikt się nie dowiedział. A najlepiej w ogóle, żeby mnie nie było. Dlatego wielu gejów i lesbijek popełnia samobójstwo.

Jezus Maria! Naprawdę?

Tak, sam próbowałem. Wie pan, jeżeli cały świat jest inny, a pan jest sam i słyszy, że ciota, że pedał, to co można sobie pomyśleć?

W szkole jak koledzy grali w piłkę, ten który puścił bramkę był pedałem. W szkole, najgorsze określenie to był pedał, więc ty nie chcesz być tym pedałem. Ja nie chciałem być tym najgorszym. Na lekcjach religii, ksiądz mówił, że homoseksualizm to grzech. Więc musiałem zmywać z stamtąd.

Jeśli ktoś nie ma silnej woli, to mu bardzo trudno w ogóle w Polsce żyć. Nadal jest tak, że większość gejów nie robi coming-out'u. Toczą ciągłą walkę ze sobą: powiedzieć czy nie, zaakceptować kim jestem, czy nie.

I są politycy którzy bardzo dobrze na tym zbili kapitał polityczny. Nie powinienem tego mówić, ale bardzo dobrze robi to Pani Pawłowicz z PiSu, która jest mądra i wie, że jest wielu gejów, którzy siebie nie akceptują i ona im mówi: „zobaczcie, możecie się leczyć, możecie być tacy jak inni, nie musicie być pedałami.”

Ona to wykorzystuje i to jest okrutne, straszne, ale są tacy ludzie. Dlatego tak ważne jest zmienić to społeczeństwo. Nie chce, żeby ktokolwiek miał to co ja miałem.

Ale chyba jest trochę lepiej teraz?

Tak, to się zmienia. Za moich czasów nie było coming out'ow, nie było Raczka, Piróga czy Anny Laszuk.

Młodzi geje teraz mają łatwiej ale nadal jest to proces bardzo długotrwały. Niestety są politycy, którzy próbują zbić kapitał polityczny mówiąc tym ludziom że mogą się leczyć.


W jakim momencie pan poczuł, że no chyba aż taki kiepski to pan nie jest?

To jest proces, to nie jest tak, że człowiek się budzi rano i myśli „o mam siłę teraz, jestem gejem, wszyscy wiedzą i jest wspaniale.” Do tego się dochodzi. Najpierw mój przyjaciel się dowiedział, później rodzice, później rodzeństwo, bliżsi znajomi, dalsi znajomi, itd.

To jest proces który trzeba przejść i jest on bardzo trudny. I wie pan, do dziś jak chodzę po ulicy ze swoim chłopakiem, to nawet jak bardzo mam ochotę, nie łapie go za rękę, bo się po prostu boję. W urzędzie trzy razy się zastanowię, czy mam się przyznać, że jestem z moim partnerem. A są takie sytuację, że pani w urzędzie mówi „no niech pana żona po to przyjdzie.”

I wtedy się zastanawiam, co ja mam powiedzieć, że przyjdzie mój kolega? Partner? W Polsce partner jest używany w biznesie. A jak ta pani w urzędzie to przyjmie, zastanawiam się.

Więc często gryzę się w język i udaję, że jestem hetero. Mówię, a to przyjdzie kolega albo przyjdę sam. Jest to bardzo trudne, ale w życiu bym nie wrócił do szafy. Do udawania, że jestem hetero. Bo jak się raz robi coming-out, to warto. Człowiek żyje zgodzie ze swoją tożsamością. Mam takich kolegów posłów, którzy nie zrobili jeszcze coming-outu i jak oni rozmawiają o swoich partnerach to zmieniają końcówki.

„Byłem z moją dziewczyną,” mówią albo „ona zrobiła” podczas gdy w rzeczywistości, to gej który ma partnera męskiego i powinien powiedzieć „on.” Albo udają, że takiej osoby nie ma w ogóle, nie istnieje. Na każdym kroku trzeba uważać, kontrolować się, uważać żeby nikt się nie domyślił. Trzeba też na każdym kroku podkreślać, że jest się hetero. Ja na szczęście już nie muszę tego robić.

Trwa ładowanie komentarzy...