O autorze
Urodziłem się w Nigerii, gdzie spędziłem pierwsze siedemnaście lat swojego życia. Mój ojciec był Nigeryjczykiem a moja matka pochodziła z Polski. Przyjechałem do Polski w 1995 r. i ukończyłem prawo na Uniwersytecie Warszawskim oraz studia podyplomowe w Akademii im. Leona Koźmińskiego. Obecnie jestem redaktorem politycznym w Warsaw Business Journal oraz publicystą The Guardian. Moje artykuły zostały opublikowane także w czasopiśmie geopolitycznym Foreign Policy i w Gazecie Wyborczej. Wcześniej współpracowałem również z tygodnikiem Wprost.

Polityką zacząłem interesować się mając około 12 lat, gdy przeczytałem w The Time magazine, że ówczesny prezydent George Bush Snr. skłamał obiecując, że nie podniesie podatków w USA, które wbrew obietnicom zostały później i tak podniesione.
„Jak to, prezydent może kłamać i to jeszcze prezydent USA?”
Dla mojego 12-letniego umysłu był to prawdziwy szok. Myślałem wcześniej, że taki poważy Pan, jak prezydent USA, nie zniży się nigdy do czegoś takiego jak kłamstwo. Od tamtego momentu zacząłem pilnie obserwować i śledzić poczynania polityków starając się dociec tego, co tak naprawdę kryje się za takimi czy innymi ich działaniami.

Rozmowa z Jarosławem Gowinem

Minister Sprawiedliwości
Minister Sprawiedliwości KPRM
Zapytałem Ministra Sprawiedliwości o jego priorytety w tym roku. Rozmawialiśmy o reformach w prawie gospodarczym i w sądownictwie. Po co to wszystko? Potem przeszliśmy do spraw politycznych: związki partnerskie, instytucja małżeństwa i aktywiści gejowscy.

Remi Adekoya: Jakie są priorytety Ministra Sprawiedliwości w tym roku?



Jarosław Gowin:
Wszelkie działania, które przekładają się na łatwiejszy dostęp Polaków do wymiaru sprawiedliwości i skrócenie czasu ich oczekiwania na orzeczenia sądowe.

Niezbędnym elementem do osiągnięcia tego celu jest m.in. uchwalenie przez Sejm przygotowanegoprzez Ministerstwo Sprawiedliwości nowego kodeksu postępowania karnego. Niezmiennie moim priorytetem jest deregulacja. Liczę, że w tym roku Sejm uchwali wszystkie trzy przygotowane przez mój resort transze deregulacyjne poszerzające dostęp w sumie do blisko 240 regulowanych dziś profesji.

Co konkretnie chce Pan zmienić w kodeksie postępowania karnego?

Projekt, który już od wielu miesięcy jest w Sejmie przewiduje systemową zmianę procedury karnej, przejście od modelu inkwizycyjnego, który obowiązuje w krajach Europy kontynentalnej w kierunku systemu kontradyktoryjnemu stosowanemu w krajach anglosaskich.

W największym uproszczeniu, różnica między tymi systemami polega na zmianie roli sędziego w procesie karnym. W modelu inkwizycyjnym, sędzia jest tym, który przeprowadza dowód. A metoda kontradyktoryjna zakłada, że sędzia tylko ocenia prawdziwość dowodów dostarczonych przez strony, dzięki czemu sprawy toczą się o wiele szybciej.

Czy myśli Pan, że polski system sprawiedliwości jest gotowy na takie zmiany?

Z całą pewnością sędziowie i prokuratorzy będą potrzebowali czasu na przystosowanie się do nowych wymogów. Dlatego planujemy aż roczne vacatio legis [okres między publikacją aktu prawnego a jego wejściem w życie], tak aby mieli czas się przygotować.
Konieczne jest też usprawnienie pracy prokuratury, co będzie możliwe dzięki przygotowywanej obecnie przez rząd nowej ustawie o prokuraturze.

To nowe prawo o prokuraturze doprecyzuje relacje tej instytucji z rządem. To konieczne, gdyż po oddzieleniu prokuratury od wpływów politycznych widać, że niektóre rzeczy w funkcjonowaniu prokuratury trzeba poprawić. Inna zmiana zakłada wprowadzenie parlamentarnej kontroli na działalnością prokuratury.

Obecnie, gdy sprawozdanie Prokuratora Generalnego jest znane tylko dwóm osobom w państwie: premierowi i ministrowi sprawiedliwości społeczeństwo straciło możliwość kontroli instytucji. Do tego, Prokurator Generalny jest pozbawiony szansy wiarygodnego przedstawienia swojej racji.

Z kolei zmiany w funkcjonowaniu prokuratury polegające przede wszystkim na nowym podziale obowiązków pomiędzy poszczególnymi szczeblami mają przygotować prokuratorów do nowej modelu ich pracy w systemie kontradyktoryjnym. Dziś dziewięćdziesiąt kilka procent spraw prowadzonych jest przez prokuratorów rejonowych, czyli prokuratorów najniższego szczebla, którzy stanowią dwie trzecie wszystkich prokuratorów.

Tymczasem jedna trzecia prokuratorów najwyższego szczebla prowadzi zaledwie pół procenta spraw, czyli koncentruje się na działalności administracyjnej. Sytuacja ta z całą pewnością wskazuje na nieefektywność prokuratorów.

Na koniec marca usłyszał Pan korzystny wyrok z Trybunału Konstytucyjnego, mianowicie, że reorganizacja sądów nie jest niekonstytucyjna. Ale dlaczego tak Panu zależy na ograniczeniu liczby sądów w Polsce?

Trybunał Konstytucyjny w poprzednich latach orzekł, że elementem niezawisłości sędziowskiej jest nieprzenaszalność sędziów do innego sądu bez ich zgody. W efekcie dzisiaj struktura organizacyjna sądów jest nieefektywna i prowadzi do takich sytuacji, że w sądach w Warszawie czy innych dużych miastach na jednego sędziego przypada czasami nawet 10 razy więcej spraw niż w tych małych sądach.

Przy takiej strukturze organizacyjnej Polacy muszą czasami czekać na wyrok długie lata.

Tak duże rozdrobnienie sadów, z jakim mieliśmy do czynienia do końca 2012, powodowało także, że prawie co drugi sędzia (45 procent sędziów) był sędzią funkcyjnym, czyli albo w ogóle nie orzekał albo orzekał w bardzo ograniczonym zakresie. To była wręcz bizantyjska struktura. Dzięki mojej reformie więcej sędziów robi przede wszystkim to, do czego zostało powołanych, czyli orzeka.

A jak minister wytłumaczy to prostemu człowiekowi, któremu się wydaje, że jak zamykają sąd w moim małym mieście, to znaczy, że trudniej mu teraz będzie dociekać sprawiedliwości?

Sęk w tym, że żaden sąd nie został zlikwidowany. To było jedno z przeinaczeń, czy wręcz kłamstw powtarzanych przez moich oponentów. Wszystkie sądy, które funkcjonowały przed 1 stycznia funkcjonują nadal. Tyle, że te najmniejsze w sensie administracyjnym traktowane są teraz jako wydziały zamiejscowe większych sądów.

Dzięki temu, sędziowie którzy wcześniej orzekali tylko w jednym sądzie i mieli dużo mniejpracy, niż ich koledzy w dużych sądach dziś pracują w dwóch czy nawet trzech sądach. Z punktu widzenia mieszkańców nic się więc nie zmieniło.

Budynek sądu stoi tam gdzie stał, sędziowie nadal orzekają. , wszystkie sprawy można załatwić w tym samym miejscu. Zmienia się natomiast sytuacja z punktu widzenia sędziów, bo oni rzeczywiście mają nieco trudniej, często mają więcej spraw dorozstrzygania. Ale sąd nie jest od tego, by zapewnić komfort sędziom, tylko żeby służyć obywatelowi.

Dostęp do kilkuset zawodów jest dziś w Polsce ograniczony rożnymi warunkami. Wiem, że pan chce zmienić ten stan rzeczy. Jaki jest plan działania?

W tym tygodniu odbyło się odbyć Sejmie drugie czytanie pierwszej transzy de regulacyjnej. To oznacza, że w drugiej połowie kwietnia Sejm powinien tę ustawę przyjąć i dzięki temu jeszcze w tym roku poszerzymy dostęp do 50 zawodów.

Na przykład jakich?

Notariusza, komornika, zarządcy i pośrednika nieruchomości, przewodnika turystycznego, czy taksówkarza. Pod obrady rządu wkrótce trafi drugi projekt poszerzający dostęp do kolejnych 89 profesji. Są to zawody budowlane i finansowe. Intensywnie pracujemy nad trzecią transzą, która obejmie następnych ponad 100 zawodów.

Które środowisko stawiło największy opór?

Gdybym miał przyznać złoty medal moim przeciwnikom deregulacji to z pewnością otrzymaliby go notariusze srebrny medal pośrednicy nieruchomości, a brązowy przewodnicy turystyczni.

Każda z tych grup twierdzi, że poszerzenie dostępu do ich zawodów sprowadzi na Polskę dziesięć plag egipskich. W rzeczywistości, deregulacja wszędzie tam, gdzie została wprowadzona, doprowadziła do czterech połączonych efektów.

Po pierwsze, zmniejszenie bezrobocia. Przy łatwiejszym dostępie do zawodu będzie więcej miejsc pracy. Po drugie, deregulacja prowadzi do obniżenia cen usług w tych zawodach. Tam, gdzie więcej osób świadczy usługi, tam te usługi są z natury rzeczy tańsze.

Po trzecie, deregulacja prowadzi do poprawienia jakości usług. Na straży jakości stoją nie korporacje zawodowe, tylko uczciwa i otwarta konkurencja. Po czwarte, deregulacja stanowi impuls innowacyjny dla całej gospodarki. Tam gdzie trzeba bardziej konkurować, pojawiają się nowe pomysły, nowe formy usług.

Tak więc z mojego punktu widzenia, deregulacja wiąże się z samymi korzyściami. O tym, że deregulacja jest Polakom potrzebna, wiedzą w Polsce politycy wszystkich obozów. Przede mną podjęto dwie poważne próby deregulacji. Pierwsza wtedy, gdy Leszek Balcerowicz był w rządzie AWS-UW. Druga próba była podjęta przez Jerzego Hausnera w rządzie SLD-PSL.

Wymieniłem te cztery partie, by pokazać, że deregulować chcieli politycy z prawa i z lewa. Do tej pory nikomu się nie udało. Mam nadzieje, ze ta trzecia próba będzie w końcu skuteczna.

Też mam taką nadzieję. Pan minister wspomniał o PSL. Czy partia rządząca może liczyć na swojego koalicjanta w sprawie deregulacji?

Przedstawiciel PSL w komisji deregulacyjnej zgłosił wiele poprawek wychodzących naprzeciw oczekiwaniom korporacji zawodowych. Czyli raczej są to poprawki ograniczające deregulację. Ale ponieważ jest to projekt rządowy, to mam nadzieje, że w ostatecznym głosowaniu politycy z PSL go poprą.

I rozumiem, że poparcie od wrogo nastawionych partii opozycyjnych będzie też witane otwartymi rękoma?

Ja bardzo liczę, że projekt zostanie poparty przez dwie partie opozycyjne i to radykalnie sobie przeciwstawne, czyli PiS i Ruch Palikota. Dlatego, że każda z tych partii ma deregulacje w swoim programie. A jeśli chodzi o PiS, to muszę powiedzieć, że jej posłowie aktywnie uczestniczyli w pracach komisji deregulacyjnej.

Pan Przemysław Wipler chyba szczególnie...

Poseł Wipler i inni posłowie PiSu zgłaszali wiele bardzo sensownych pro-deregulacyjnych poprawek.

Jakich zmiany chce Pan w zakresie nowelizacji prawa upadłościowego i naprawczego?

To jest bardzo ważna zmiana prawa gospodarczego. Powiem nie o rozwiązaniach szczegółowych, bo na to za wcześnie, ale o zmianie filozofi podejścia do tej kwestii. Prawo upadłościowe dziś wychodzi z takiego założenia, że przedsiębiorca, który stracił płynność finansowa to albo oszust, albo nieudacznik.

Proponujemy odrzucenie takiego podejścia. Utrata płynności to jest normalne zjawisko w warunkach wspólnego rynku i przedsiębiorcy, który popadł w takie trudności, należy najpierw dać szanse na restrukturyzację. Dopiero, gdy to się nie powiedzie, to należy przystępować do działań upadłościowych. Czyli chcemy odwrócenia filozofii o 180 procent.

Dodam, że zmiany, które wprowadzamy w zakresie deregulacji, w sądownictwie i prawieupadłościowym są bardzo pozytywnie oceniane przez Bank Światowy. Dzięki nim tak znacząco awansowaliśmy w ostatnim dorocznym rankingu “Doing Business.” Liczę na to, że w następnych latach awans Polski będzie jeszcze większy.

A co może uczynić Minister Sprawiedliwości by zrobić z Polski kraj bardziej przyjazny biznesowi?

To jest moja podstawowa troska. Moje hasło jako ministra to “Sprawiedliwość dla gospodarki,” czyli chciałbym, żeby w tej kadencji moje ministerstwo pracowało nad stworzeniem lepszych warunków do prowadzenia biznesu w Polsce. Najważniejsze jest usprawnienie sądów.

Dziś przedsiębiorcy w Polsce skarżą się na trzy rzeczy: prawo budowlane, system podatkowy, który jest bardzo niejasny i sądownictwo. W tej chwili informatyzujemy sądownictwo na szeroką skalę. Ograniczyliśmy już liczbę procedur potrzebnych do założenia spółki.

A co pan jako Minister Sprawiedliwości może zrobić by system podatkowy w Polsce był prostszy i jaśniejszy?

Tu niestety prawie nic dlatego, że to jest w gestii Ministerstwa Finansów. Jednak oprócz tego, że jestem Ministrem Sprawiedliwości, jestem też posłem i politykiem. Niedawno uczestniczyłem w debacie zorganizowanej przez Prezydenta Komorowskiego, który powiedział, że system podatkowy w Polsce jest poważną barierą dla małych i średnich przedsiębiorstw. Pan Prezydent zapowiedział, że jego Kancelaria przygotuje propozycje zmian prawa podatkowego. Bardzo chętnie włączyłbym się w ten proces.

Pan rzeczywiście jest też politykiem. Chcąc przejść do spraw politycznych, przeczytam panucytat. Ciekawy jestem, czy pan będzie pamiętał, kto to powiedział. Cytuję: „Ani katolik, ani Polak, ani nikt inny nie może mieć w państwie większych praw niż ma człowiek.”

Zaryzykowałbym, że to słowa Jana Pawła II.

Powiedział to ksiądz Józef Tischner, który wiem, że był dla Pana bardzo ważnym mentorem duchowym i intelektualnym. Odmawiając homoseksualistom praw do związków partnerskich, czy nie uważa pan iż właśnie pokazuje, że jednak Katolicy mają większe prawa niż homoseksualiści w Polsce?

Nie, przecież wśród Katolików też jest wielu homoseksualistów, więc to w ogóle nie jest przeciwstawne. Natomiast czym innym są prawa, a czym innym przywileje.

Homoseksualiści mają w Polsce takie same prawa, co osoby heteroseksualne . Inaczej wygląda sytuacja w przypadku związków homoseksualnych. Te nie mają, i w mojej ocenie nie powinny mieć, pewnych przywilejów, które przysługują małżeństwu.

Małżeństwo, na mocy polskiej konstytucji, jest związkiem pomiędzy kobietą i mężczyzną.
Małżeństwo ma wiele przywilejów, na przykład możliwość wspólnego opodatkowania. To wynika z faktu, że małżeństwo, co do swojej istoty, nakierowane jest na posiadanie i wychowanie dzieci. A to jest ważna misja społeczna, bo bez dzieci i bez wysiłku włożonego w ich wychowanie, żadne społeczeństwo nie przetrwa. Ponieważ pary homoseksualne co do swojej istoty nie są pełnymi rodzinami, dlatego nie powinny mieć tych przywieli.

Panie ministrze, tak samo można by powiedzieć heteroseksualnym 50-latkom, którzy chcą się pobrać, że to nie ma większego sensu dla społeczeństwa bo, przecież wiadomo, że dzieci z tego już raczej nie będzie?

To prawda. Argument, którego użyłem przed chwilą nie jest argumentem jedynym. Są także dodatkowe argumenty. Moim zdaniem, homoseksualne związki nie są zgodne z tradycjami prawa natury, nie mówię tu o prawach przyrody, ale o filozoficznej tradycji prawa naturalnego, która ma korzenie w filozofii stoickiej, i jest kontynuowana przez Chrześcijaństwo i myśl oświeceniową aż do czasów współczesnych. Naturalny związek to związek kobiety i mężczyzny, a nie dwóch kobiet czy dwóch mężczyzn.

To jest ta druga racja, dla której sprzeciwiam się tworzeniu przez pary homoseksualne małżeństw czy para-małżeństw. Trzecia sprawa to konstytucja. Jako Minister Sprawiedliwości, jestem zobowiązany do dochowywania wierności konstytucji, a ona jednoznacznie określa małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.

Jedno mnie bardzo ciekawi. Czy to jest tak, że Pan i wielu ludzi myślących podobnie jak Pan, nie ma tak naprawdę problemu z instytucją związków partnerskich jako takich, ale po prostu boi się, iż są one jedynie wstępem do sankcjonowania małżeństwa dla gejów? I to tak naprawdę państwu przeszkadza, a nie same związki partnerskie?

Wszystko zależy od tego, jak rozumieć związki partnerskie. Te projekty, które zostały odrzucone w styczniu, tworzyły związki o charakterze para-małżeńskim. Mnie nie obchodzi prywatne życie innych.

Jeżeli są dorosłymi ludźmi, mogą żyć w nieformalnych związkach, w trójkątach czy czworokątach, to mnie naprawdę nie interesuje. To sprawa prywatna każdego z nas. Natomiast uważam, ze trzeba w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek.

Nikt mnie nie przekona, że trawa jest niebieska ani, że związek dwóch mężczyzn to jest to samo, co związek kobiety i mężczyzny. Obserwuje też pewną taktykę stosowaną przez środowiska homoseksualne. To jest „taktyka salami”. Najpierw związki partnerskie, potem małżeństwa. A jak już będzie małżeństwo, to wtedy będzie bój o adopcję dzieci. Przykład wielu krajów europejskich jest tutaj pouczający i wystarczający, żeby wiedzieć, że w Polsce podjęto próby realizacji tego samego scenariusza.

Pan jest konserwatystą, który prezentuje wysoki poziom kultury osobistej. Pan nie wyzywa swoich oponentów ideologicznych. Natomiast są inni konserwatyści, którzy w tej kwestii myślą podobnie jak pan, ale mają zdecydowanie mniej cywilizowany sposób wyrażania tych poglądów. Jak to zrobić, żeby konserwatyści przedstawiali swoje racje nie przekraczając pewnych granic inie obrażając tych, którzy myślą inaczej?

Nie da się tego zrobić inaczej niż perswazją i namawianiem zwolenników rozwiązań konserwatywnych, a także zwolenników rozwiązań liberalnych do większej kultury. Ten sam problem z przestrzeganiem zasady kulturalnej dyskusji mają środowiska liberalne. Można wejść na dowolne forum, gdzie mowa jest o moim stanowisku w sprawie związków partnerskich i tam napotka pan na niekończącą się litanię plugawych ataków na mnie.

Ale na forach, nie są to słowa mówione przez przedstawicieli elity liberalnej...

Oj, myślę, że spokojnie mógłbym znaleźć parę wypowiedzi takich osób, jak choćby profesor Środy.

No, tak, co prawda, to prawda. A co Minister Sprawiedliwości myśli o tym, że Lech Wałęsa dziś ma wykłady odwoływane w USA najprawdopodobniej w związku z jego wypowiedziami na temat homoseksualistów?

Wypowiedzi pana prezydenta odbieram dwuwymiarowo. Z jednej strony jako niefortunny żart o trzymaniu homoseksualistów za murem, co stworzyło fatalne skojarzenie. Z tego żartu, Prezydent Wałęsa się wycofał.

Drugi aspekt jego wypowiedzi to jednak bardzo trzeźwa i trafna diagnoza, że środowiska gejowskie zachowują się w sposób bardzo agresywny. Zresztą dziś, Lech Wałęsa doświadcza tego na własnej skórze. Ta sytuacja jest najlepszym potwierdzeniem jego słów.
Trwa ładowanie komentarzy...